Widziały gały co brały
Widziały, widziały, piękne estetyczne pawilony handlowo - usługowe. Obietnice całotygodniowego targu. Pełne zachwytu artykuły w prasie. Dziś, 2, 3 klientów na dzień. „Oczywistym faktem jest, że wybudowane i oddane do ruchu Centrum handlowo-usługowe radykalnie odmieni oblicze handlu w naszym mieście. Jeśli do tego kompleksu handlowego dodamy następny, który niebawem powstanie obok „Rancho” to wydaje się niemal pewnym, że handel i usługi skumulują się w tym rejonie” - pisała po otwarciu Centrum miejscowa gazeta. Dla właścicieli, którzy niemałe pieniądze wydali na kupno pawilonów, niestety tak się nie stało.
Centrum Handlowo-Usługowe wraz z Targowiskiem zostało oddane do użytku w grudniu 1996 r. Koszt w połowie pokryty został z funduszu europejskiego „Struder”. Wybudowano też ekologiczną kot-łownię gazową do ogrzewania pawilonów. Dziś i ona stoi już nieczynna, gdyż wysokie koszty za ogrzewanie przeraziły właścicieli pawilonów.
Centrum usługowo-handlowe czynne codziennie. To był największy wabik, tak myśleliśmy. To przecież jedyna szansa godziwych zarobków. Niestety tak się nie stało. Targowisko czynne jest tradycyjnie we wtorki i piątki. Praktycznie tylko wtedy ktoś tu zagląda. W inne dni jest naprawdę ciężko - skarżą się handlowcy. Zresztą część z nich sklepy otwiera tu tylko w te dwa wspomniane dni. Reklama dostawy codziennie świeżego drobiu to tylko relikt przeszłości.
Były plany otwarcia targowiska w każdy dzień tygodnia, nic z tego nie wyszło. Prawdopodobnie pies został pogrzebany na początku, gdy handlowcy przychodzili z zapytaniem kiedy mogą tu handlować. Wtedy już należało bardziej rozreklamować chęć całotygodniowego targu w Rydułtowach - powiedział nam jeden z miejskich urzędników.
Do handlu trzeba dwóch. I handlującego ale i kupującego - powiedział nam natomiast burmistrz Alfred Sikora. Handlujący nie byli zainteresowani targiem w Rydułtowach bo z towarami w inne dni jeżdżą do Wodzisławia i Rybnika. Planowaliśmy tu otworzyć nawet giełdę kwiatów, ale nic z tego nie wyszło.
Zdajemy sobie sprawę, że nikt nam klientów nie nagoni bo wszędzie ciężko, ale nam też się należy uczciwa konkurencja - mówią właś-ciciele pawilonów. Cały handel odsuwa się w tył targowiska, tam rozkłada się większość straganiarzy. Koło nas ludzie przechodzą już tylko w drodze do domu, z pełnymi siatkami. Gdyby część straganów postawić przed naszymi sklepami wtedy naturalnie ludzie przechodziliby obok naszych pawilonów - proponują handlujący. Specjalnie zamykają ul. Jadwigi na handel, a na niej zamiast straganów stoją samochody handlarzy. Nie dość, że zasłaniają widok do naszych sklepów, to jeszcze ruch tu wtedy mniejszy. Stragany stawiają na ziemi, glinie, trawie, niszcząc już i tak niewielkie tu enklawy zieleni, a tu takie wybrukowane tereny i nikt tu niczego nie postawi. Kiedyś na spot-kaniu w UM powiedziano nam: Widziały gały co brały - denerwują się właściciele pawilonów.
Ciągły konflikt interesów. Jedni chcą by droga była zamknięta, inni nie. Jedni by stragany nie zasłaniały mu dojścia do sklepu (pismo w tej sprawie wpłynęło do UM), inni proszą by stragany postawić pod ich nosem - tłumaczy burmistrz Alfred Sikora.
Chyba powinien być jakiś urzędnik od strategii. Jak się ludziom mówiło, że będzie całotygodniowy targ to mógł ktoś pomyśleć, że się to nie uda, że to jest daleko od centrum, że handlowcy nie są zainteresowani stać na targu cały tydzień - denerwują się właściciele pawilonów. Teraz chociaż mogliby puścić jakiś komunikat przez megafon na targu, że w pawilonach też są sklepy i usługi - mówią handlujący z pawilonów.
Właściciele mogą złożyć pismo w UM ze swoimi postulatami. Zgodne to jednak musi być z wolą wszystkich. Nie mogę znów stawiać straganu pod sklepem komuś kto niedawno skarżył się, że zasłaniają mu one wejście do sklepu - przyznaje A. Sikora.
Dziś o planach świadczy tylko odrapana tabliczka z napisem „Targowisko. Od poniedziałku do soboty”, przy wjeździe z ulicy Bema klientów zaprasza zaś tablica Centrum Usługowo-Handlowe. Dziura, a nie centrum - śmieją się co niektórzy handlowcy.
Oni tylko ciągle narzekają. Nie mówię tu o właścicielach pawilonów, ale o tych zwłaszcza z targu. Płaczą, że mało zarabiają a o godz. 13 zwijają manatki i ich nie ma. Kto ma u nich kupować, emeryci? Przecież zwykli ludzie o tych godzinach pracują. Ludzi nieraz bardzo dużo, a latać trzeba szybko między straganami, bo się szybko zwijają choćby nie wiem ile klientów mieli - mówią kupujący.
Najmniej na całotygodniowym handlu zależy okolicznym mieszkańcom. Ruch jak w Rzymie we wtorki i piątki, utrudnienia w ruchu, zagrożenia przy wyjazdach z posesji, hałas i śmieci to tylko niektóre problemy, kiedy sąsiadem staje się miejskie targowisko. Zdarzały się już nawet i włamania do pawilonów. Po nich policja częściowej patrolowała tu teren. Teraz znów jej tu jak na lekarstwo.
Centrum usługowo-handlowe czynne codziennie. To był największy wabik, tak myśleliśmy. To przecież jedyna szansa godziwych zarobków. Niestety tak się nie stało. Targowisko czynne jest tradycyjnie we wtorki i piątki. Praktycznie tylko wtedy ktoś tu zagląda. W inne dni jest naprawdę ciężko - skarżą się handlowcy. Zresztą część z nich sklepy otwiera tu tylko w te dwa wspomniane dni. Reklama dostawy codziennie świeżego drobiu to tylko relikt przeszłości.
Były plany otwarcia targowiska w każdy dzień tygodnia, nic z tego nie wyszło. Prawdopodobnie pies został pogrzebany na początku, gdy handlowcy przychodzili z zapytaniem kiedy mogą tu handlować. Wtedy już należało bardziej rozreklamować chęć całotygodniowego targu w Rydułtowach - powiedział nam jeden z miejskich urzędników.
Do handlu trzeba dwóch. I handlującego ale i kupującego - powiedział nam natomiast burmistrz Alfred Sikora. Handlujący nie byli zainteresowani targiem w Rydułtowach bo z towarami w inne dni jeżdżą do Wodzisławia i Rybnika. Planowaliśmy tu otworzyć nawet giełdę kwiatów, ale nic z tego nie wyszło.
Zdajemy sobie sprawę, że nikt nam klientów nie nagoni bo wszędzie ciężko, ale nam też się należy uczciwa konkurencja - mówią właś-ciciele pawilonów. Cały handel odsuwa się w tył targowiska, tam rozkłada się większość straganiarzy. Koło nas ludzie przechodzą już tylko w drodze do domu, z pełnymi siatkami. Gdyby część straganów postawić przed naszymi sklepami wtedy naturalnie ludzie przechodziliby obok naszych pawilonów - proponują handlujący. Specjalnie zamykają ul. Jadwigi na handel, a na niej zamiast straganów stoją samochody handlarzy. Nie dość, że zasłaniają widok do naszych sklepów, to jeszcze ruch tu wtedy mniejszy. Stragany stawiają na ziemi, glinie, trawie, niszcząc już i tak niewielkie tu enklawy zieleni, a tu takie wybrukowane tereny i nikt tu niczego nie postawi. Kiedyś na spot-kaniu w UM powiedziano nam: Widziały gały co brały - denerwują się właściciele pawilonów.
Ciągły konflikt interesów. Jedni chcą by droga była zamknięta, inni nie. Jedni by stragany nie zasłaniały mu dojścia do sklepu (pismo w tej sprawie wpłynęło do UM), inni proszą by stragany postawić pod ich nosem - tłumaczy burmistrz Alfred Sikora.
Chyba powinien być jakiś urzędnik od strategii. Jak się ludziom mówiło, że będzie całotygodniowy targ to mógł ktoś pomyśleć, że się to nie uda, że to jest daleko od centrum, że handlowcy nie są zainteresowani stać na targu cały tydzień - denerwują się właściciele pawilonów. Teraz chociaż mogliby puścić jakiś komunikat przez megafon na targu, że w pawilonach też są sklepy i usługi - mówią handlujący z pawilonów.
Właściciele mogą złożyć pismo w UM ze swoimi postulatami. Zgodne to jednak musi być z wolą wszystkich. Nie mogę znów stawiać straganu pod sklepem komuś kto niedawno skarżył się, że zasłaniają mu one wejście do sklepu - przyznaje A. Sikora.
Dziś o planach świadczy tylko odrapana tabliczka z napisem „Targowisko. Od poniedziałku do soboty”, przy wjeździe z ulicy Bema klientów zaprasza zaś tablica Centrum Usługowo-Handlowe. Dziura, a nie centrum - śmieją się co niektórzy handlowcy.
Oni tylko ciągle narzekają. Nie mówię tu o właścicielach pawilonów, ale o tych zwłaszcza z targu. Płaczą, że mało zarabiają a o godz. 13 zwijają manatki i ich nie ma. Kto ma u nich kupować, emeryci? Przecież zwykli ludzie o tych godzinach pracują. Ludzi nieraz bardzo dużo, a latać trzeba szybko między straganami, bo się szybko zwijają choćby nie wiem ile klientów mieli - mówią kupujący.
Najmniej na całotygodniowym handlu zależy okolicznym mieszkańcom. Ruch jak w Rzymie we wtorki i piątki, utrudnienia w ruchu, zagrożenia przy wyjazdach z posesji, hałas i śmieci to tylko niektóre problemy, kiedy sąsiadem staje się miejskie targowisko. Zdarzały się już nawet i włamania do pawilonów. Po nich policja częściowej patrolowała tu teren. Teraz znów jej tu jak na lekarstwo.
(amk)